Edward Stachura
LISTY DO DANUTY PAWŁOWSKIEJ

Wspomnienie o Stachurze i tekst Listy równoległe
Danuta Pawłowska-Skibińska
Wstęp i opracowanie Dariusz Pachocki
wydanie I, ilustracje czarno-białe, oprawa twarda, 460 s.,
cena katalogowa 55,00 zł / po rabacie 41,25 zł
ISBN 978-83-06-03097-6

Edward Stachura był poetą, prozaikiem, tłumaczem, pieśniarzem i podróżnikiem.
Już za życia, które w wieku czterdziestu dwóch lat przerwała samobójcza śmierć, stał się legendarnym piewcą wolności i poezji życia.
Pozostawił po sobie bogatą korespondencję, która teraz sukcesywnie trafia do rąk czytelników.
Niniejsza książka prezentuje sto dziewięćdziesiąt listów Stachury, napisanych pomiędzy styczniem 1976 roku a wrześniem 1978 roku do Danuty Pawłowskiej.
Zbiór ten jest największym znanym pakietem listów Stachury do jednej osoby.
Godna uwagi jest wartość literacka korespondencji i bogactwo zawartych w niej odniesień społeczno-obyczajowych. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że korespondencja ta tworzy najbardziej szczegółową biografię pisarza z ostatnich lat życia.


[Warszawa] 2 I [19]76 r.

Dobry wieczór, Corazón.
Dojechałem już. Zaraz też namoczyłem pranie i I love you. W pociągu był tłok z tych „jak cię mogę”, więc znośny. Miałem siedzące miejsce na strapontenie w korytarzu i I love you. Pisać było trudno, czytać łatwiej, więc czytałem trochę zwaną prasę, a potem odbicie mojej twarzy na szklanych tu i tam przestrzeniach. I patrzę, i czytam, i czytam, że I love you. Wszystko to jest tak niesamowite, że tak mi się kręci w głowie jak planecie wkoło Słońca. Ty się bałaś o mnie, czy się będzie wszystko zgadzać z tym, co Ty sobie...
     A ja się o siebie nie bałem, bo wiem. Ale powiem Ci, że ja się bałem nie o mnie. Wtedy, kilka miesięcy temu, kiedy Cię zobaczyłem PRZELOTNIE, to już wtedy bardzo wyraźnie zabiło mi serce. Nie mogłem tego nie poczuć, bo ono-serce już od kilku lat nic, nic, nic; siłą woli tylko żyłem i wiarą niezłomną w cud. Że się zdarzy. Untarnished faith is victorious! I potem zacząłem pisywać do Was karteczki i krótkie listy stąd i zowąd, zapowiadając, że przyjadę, bo chciałem sprawdzić tamto przelotne niespodziewane poruszenie serca. Ale i też bałem się. Dwa razy przejeżdżałem przez Toruń i nie ośmieliłem się wysiąść, raz z samochodu, drugi raz z pociągu. Ale to, co mnie wczoraj spotkało, to, co przeżyłem wczoraj, w pierwszy dzień Nowego Roku Nowej Fantastycznej Ery, to przerosło najśmielszą moją wiarę. Wielkie Ci dzięki Nieznany, Śpiewaku, za twoje piosenki. I za to, co na peronie dzisiaj mówiłaś, to jest też bardzo, bardzo piękne.
     Całuję Twoje dłonie wielkie i oczy ogromne.
     Dobranoc.

Sted

[Krynica] Poniedziałek, 12 I [19]76

Dobry wieczór – senior, Nutko,
nowym długopisem dzisiaj zakupionym (zielonym) – pierwsze słowa for you.
     Ale wiatrzysko wspaniałe. Szumi w świerkach na wzgórzu za oknem. Mój pokój ma nr 13 i ja lubię tę liczbę i mam zaufanie do niej. U Indian-Majów na Jukatanie i w Gwatemali, i w Hondurasie to była dobra liczba. Bardzo. Było u nich w ich kosmogonii 13 nieb, a najwyższe było właśnie trzynaste. Do Meksyku pierwszy raz wyleciałem z Brukseli 13 (maja 1969) i tego samego dnia, przed północą, zarabiając z siedem godzin życia – bo goniliśmy Słońce – byłem na miejscu. 13 (też maja 1972) płynąłem do Oslo.
    Ale wiatrzysko słynne. Jutro już pewnie będzie po śniegu, jak nowy nie sypnie. Odwilż. Chodziłem z lekka powłóczyście po kurorcie. Wysłałem Ci list.
    A od Ciebie dzisiaj znowu dwa listy kochane. Jak powietrze, którym oddycham. Tak, mnie też jest niesamowicie. Jeszcze więcej, jeszcze dużo więcej niż zawsze. Było mi niesamowicie, zwłaszcza przez te ostatnie lata arcydzielne, samotnicze, straszliwie i cudownie. No nic. Ale teraz to jest niepojęte, co się ze mną dzieje. Teraz, to znaczy od 12 dni, od pierwszego dnia tegorocznego niebywałego. Ale spokój, spokój. Wielkie Ci dzięki, Nieznany Śpiewaku, za Twoje piosenki.
    Grałaś sobie na gitarze, to dobrze; ja też sobie grałem, to dobrze.
    Wróciłem z lasu. Ale szumi. Ciemno. I jasno, kiedy chmury odsłaniają księżyc. Będzie gdzieś około 11 wieczór.
    Dziękuję za fotografię trzecią. Teraz widzę twoją twarz.
Bardzo jesteś piękna.
    Gór Ci nie będę opisywać, nawet gdybym potrafił. Zoba czysz sama. Tutaj to są raczej pagórki. Ale niedługo spróbuje my zobaczyć Śnieżnik w Kotlinie Kłodzkiej, który ma coś oko ło 1500 metrów. To już jest spora górka. Niedawno, w marcu tego roku, to znaczy przeszłego, mieszkałem w Xalpa (X się czyta jak h, tak samo j – po hiszpańsku) – Stolicy stanu Vera Cruz, w Meksyku, i z balkonu tego domu, gdzie gościłem, wi dać było, zaraz po prawej, gigantyczny wiecznie biały szczyt (często ponad chmurami) wulkanu Pico de Orizaba – ponad sześć tysięcy metrów. Myślę, że zobaczysz to kiedyś na własne ogromne oczy.
    Dobrze. Teraz Ty idź spać, a ja zrobię sobie jeszcze herbaty i będę pracować. Dobranocka, Danka.
    Aha, na dobranoc pogładziłem Cię po plecach. Za Twoim pozwoleniem.

W-wa, 20 II [19]76

Vida de mi vida,
jestem w takim jednym domu i szukałem papieru do napisania Ci listu, bo nie wziąłem chlebaka, i znalazłem cos takiego, więc na tym piszę.
      Dziś w nocy byłem u żeglarzy i zadali mi ostrą zagwozdkę. Otóż proponują mi wzięcie udziału w „Operation Sail 76”. Musiałbym się tylko pojawić w Plymouth w Anglii 28 kwietnia i tam mi załatwią miejsce np. na „Darze Pomorza”, skąd popłynęlibyśmy na Wyspy Kanaryjskie, potem skok przez Atlantyk na Bermudy i potem Newport w USA, gdzie ma być wielka parada z okazji 200-lecia Stanów Zjednoczonych. Ale na tym nie koniec. Stamtąd do Kanady i potem Rzeką św. Wawrzyńca na Wielkie Jeziora do Chicago, kanałem Ilinois do Missisipi i w dół do Nowego Orleanu. Wielka wyprawa z Newport do N. Orleanu już na jachcie małym. Jasny gwint – mówię, to ja chciałem jechać do Grudziądza, a tu coś takiego. Muszę się zastanowić. Byli ogromnie zdziwieni. Co tam jest w tym Grudziądzu? – mówią. No jest blisko do Torunia – mówię. I Wisła jest. I tak dalej.
Tak to jest, tak to jest, mój Boże. Nie wiem, co robić. A co Ty na to, Drugi Człowieku, co Ty na to, Rysuneczku Najwyższy?
Byłem na poczcie. Nie ma listu od Ciebie. Posyłam Ci trzy zdjęcia. Dwa z Międzygórza i jedno moje z Biecza. Całuję Cię cichutko. Boli mnie ząb i I love you.

Sted

W-wa. Czwartek. 26 II [19]76

Rysuneczku Najżywszy,
więc najpierw Ty chorowałaś, a teraz ja. Był lekarz, posłuchał, zajrzał w gardło, w porządku, powiedział, nic nie ma prócz grypy. Wieczorkiem-juniorkiem miałem 38,8. Dziś w nocy to chyba miałem ze 40, istne halucynacje. Teraz jest dziewiąta wieczór i mam się nieźle całkiem. Ale Ty teraz uważaj na siebie. Bardzo, bardzo proszę. Świetnie, że robisz przerwę z paleniem. I ucz się grzecznie. Ja przyjadę, jak tylko wstanę na nogi i poczuję się jako tako. Myślę, że w przyszłą środę lub czwartek będę dobry i z grubsza załatwię tutaj różne rzeczy. Pisałem, żebyś mi powiedziała, co myślisz o tym moim popłynięciu do Ameryki z żeglarzami. Teraz się załatwia, żeby mi telewizja załatwiła paszport i wizy różne i żebym za to dał się filmować na „Darze Pomorza” - jakiś taki film o poecie na statku, gadanie, śpiewanie piosenek, wchodzenie na reje i tak dalej. Ja nic nie załatwiam, wszystko załatwiają żeglarze. Uparli się na mnie. A ja już im kiedyś nawiałem. Chodziło o rejs po Morzu Śródziemnym niby śladami Odyseusza i film telewizyjny z tego rejsu. Też chodzili wtedy za mną. Nie bardzo wiedzieli, co to ma być za film. Właściwie to chcieli, żebym napisał drugą Odyseję. Tak, tak, no tak.
    Aha, mieszkam u siebie w domu, nie wyprowadziłem się na-ten-czas, bo wszystko się uporządkowało. Mieszkam z kumplem – Jaśkolubym. Są dwie izby: pokój, gdzie ja sobie jestem i kuchnia – gdzie sobie jest Jaśko, a gdzie niedawno ja sobie przemieszkiwałem w tych dniach, kiedy byłem w W-wie.
     Dziękuję Ci za najgłówniejszą Nagrodę Główną i wszystkie wyróżnienia i za to, że po przeczytaniu nadasz mi wszystkie inne możliwe nagrody. Kocham Cię bardzo niesamowicie, jakoś tak, nie wiem aż jak. No dobrze. Zostawię trochę miejsca na jutro rano. Całują Cię, Drugi Człowieku i Dziewczyno Niezwykła. Dobranoc. Śnij z aniołkami. Ja trochę sobie poczytam Lato Muminków, które Ci przywiozę niedługo. Kocham Cię.

[Warszawa] Poniedziałek, 5 IV [19] 76

Dzień dobry, Vida,
wiesz, Danka, większość ludzi, nawet dobrzy znajomi, nawet niby przyjaciele nie lubią raczej, kiedy jest się radosnym, kiedy oczy błyszczą, śpiewa krew, łupie pięknie serce; kiedy widzą na przykład cudownie radośnie huśtających się na leśnej huś tawce dwoje ludzi.
     I nieważne, nikt nie pyta, ile cierpień się przeszło, nim się do tej radości, do tej huśtawki doszło, doczołgało.
     Ludzie wolą raczej oglądać, jak ktoś cierpi; wtedy mu współ czują, ofiarowują się nawet z pomocą, pocieszają i tak dalej.
     No, ale nic. My huśtajmy się!
     Dzisiaj miałem od Ciebie list kochany, taki kochany, że ech, och, ach, at! Ale spokój, Sted, spokój.
     Rano wysłałem Ci długi, długi list, bo z piątku, soboty i nie dzieli, i poszedłem do okulistki. Mam receptę na okulary, na której m.in. pisze „do dali” i „do bliży” i podkreślone „do dali” minus półtora każde oko, odległość źrenic – 68 mm. Potem biegałem trochę po stolicy. W Wiśle wysoka woda, nawet bar dzo wysoka, z prawego brzegu pod samą szosą.
     Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć Twoje milion dwieście piegów. Myślę teraz praktycznie: czy ja je wszystkie, każ dy po kolei, zdążę pocałować. Ale chyba zdążę. Przez całą wieczność na pewno zdążę. A Ty ich będziesz miała coraz wię cej i ja zawsze będę miał coś do roboty.
     Po południu pięknie pracowałem. Potem wpadli jacyś lu dzie z winem, ale nie piłem. Poszedłem się kąpać do łazienki. Jak Ci było u dentysty? Ja w tej samej sprawie ruszam chyba 8 IV, więc za trzy dni. Teraz się trochę pogimnastykuję przy otwartym oknie i potem zagram cichutko jakąś ładną piosenkę, żeby wiosna szybciutko przyszła – tak jak sobie życzysz. Dobranoc Ci mówię i pozdrawiam Cię, i całuję. Ciekawe, ile piegów można objąć ustami. Ale ja będę każdy po kolei.

Sted


zamówienia
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 022 632 22 15
e-mail: handlowy@piw.pl