Miron Białoszewski
SPRAWDZONE SOBĄ

WIERSZE WYBRANE

Opracowała Marianna Sokołowska
Projekt okładki Maciej Buszewicz
wydanie I w tej edycji, oprawa miękka
cena katalogowa 39,90 zł / po rabacie 29,92 zł
ISBN 978-83-06-03177-5

     W 25. rocznicę śmierci poety prezentujemy bardzo obszerny tom Sprawdzone sobą. Ponad połowę zawartości książki stanowią wiersze, które autor wybierał do swoich retrospektywnych zbiorów; znajdują się tu utwory z tomów Obroty rzeczy, Rachunek zaściankowy, Mylne wzruszenia, Było i było, Odczepić się, Rozkurz, Oho.
     „O formę już się nie martwię. Nawet nie martwię się o to, że mi się coś tam rozpycha czy za długie. W pewnym okresie chciałem z jednej strony, aby było nie za długie, zwarte, a z drugiej strony chodziło o to, żeby przeszła sytuacja z dowcipami sytuacyjnymi czy dialogowymi, z dokładnościami, z konkrecikami. Zrezygnowałem z tego martwienia się, że coś tam za długie. Treść jest ważniejsza. Tyle, ile trzeba – zostanie”. (...)
     Wiersze moje od paru lat powstają z rzeczywistości, nie z wymysłu, tylko z dziania się. Dążę do tego, żeby to, co pisane, było zapisaniem mówionego. I żeby pisanie nie zjadło mówienia. To, co jest warte z języka mówionego, to się zapisuje. A to z napisanego – jest potem mówione na głos. Jak wiersze. I tak te dwa języki nawzajem się popierają.
     Poezja osiąga swoje pełne bycie, gdy jest mówiona na głos. To jedno moje kryterium, a drugie, że to, co ja piszę, jest związane jakoś z tym, co się dzieje dookoła z językiem mówionym, łowionym. Szukam tych żywych docieków. Żeby robić literaturę, nie należy nigdy sięgać do literatury. Trzeba ją robić z czegoś żywszego i innego, właśnie z życia. Z życia i przeżycia. Sztuka jako źródło jest tu także nie do odjęcia.
     Pytano mnie i o to, czy żeby uczciwie pracować dla literatury, trzeba się czegoś wyrzec. Na pewno tak. To chyba tak jest z każdą dziedziną. Żeby coś zrobić, trzeba czasu. Doświadczeń. Całych ciągów przez całe lata. Z tym, że ja nie czuję, że się wyrzekłem (czego? – nawet tego nie wiem). Na tym polega chyba to, że się można łatwo wyrzec. Ale czego? Niepisania? Chęć – to byłoby dopiero najgorsze. Więc może nie wyrzekłem się niczego... A odwrotnie.”

Miron Białoszewski Mówienie o pisaniu

 

WARSZAWA Z DZIEWIĄTYCH SCHODÓW

zakołysana
jak wryta

na siebie, na siebie
mgli
na niebie
woła
cywilizacja
jest tam kto?
...ja...

SKARBY INKÓW I KŁOPOTY Z EKLEZJASTĄ I MARLENĄ

Oglądałem dziś korony sprzed najazdu Inków, wisiory i złote bąble.
Deszcz cały dzień, liście stają na ziemi, cieszą się.
Wyglądam wieczorem w dół
                     na migających kroplach do kałuży
                    perła
                    odbija się
                    moczy
                    zapalona
                    lampa.

Zjeżdżam do telefonu do Lu.
– nie interes, tylko to co miałem sprawdzić w Eklezjaście u Wujka, nie ma kamienia młyńskiego
– to na tej poezji cię doniosło?
– tak, więc jest jednak czteroczłonowo, czytam – „póki się nie przerwie sznur srebrny i nie skurczy wstęga złota...”
Lu.:
– skurczy? to niedobrze, ale nie przerywam, dalej?
– „i nie stłucze się wiadro nad zdrojem, i nie złamie się koło nad studnią...”
– to gorsze niż u mojego radziwiłłowskiego kalwina
– a jak u twojego kalwina?
–jest „póki” albo „prędzej”, lepiej. „Prędzej nim się prze-rwie sznur srebrny”, potem ta czasza, której nie lubię
– no właśnie, i u Wujka – bo go poprawili – jest nie wstęga złota, a czasza
– i potem to wiadro i koło nad studnią, dwa razy woda, dlatego mi się wydawało za dużo o jedno, poza tym „stłucze się wiadro”, „złamie się koło” – wypadki, to ten mój cytat zdeformowany przez starcie jest najlepszy; krótkość życia ludzkiego przy trwałości materii; sznur srebrny nie zrywa się, tylko przeciera; kto z nas widział nowe wiadro u studni? starcie kamienia? to jest trzeci czas, starczy na pokolenia, to jest przeżycie równoczesne trzech czasów
– to jak?
Lu.:
–„Prędzej nim się przetrze sznur srebrny, nim rozsypie się wiadro nad studnią i zetrze się koło młyńskie...”
– tylko tak, i Agnieszka ma to tak przeżyte.
Bo tak jej Lu. na natchnieniu podał.

Tak opowiadał nam o filmie z Marleną. Idzie na końcu w pióropuszach, pantofle od rewii w piasku, idzie, idzie... Ja to opowiedziałem Agnieszce, Agnieszka innym. Wskrzeszają film. Wszyscy przy telewizorach czekają, a tej sceny takiej z pióropuszami nie ma. Nic nie pomogło. Marlena będzie szła przez pustynię w pióropuszach i będzie szła.

LEŻENIA

1

naprzeciw nocnych szpar
ciemno-ja
mieszkanio-ja
leżenio-ja

2

leżenie
w wydłużenie się
bez jednej poprzeczki złości która skraca
idzie się tylko na długość idzie się idzie
puszcza się w dobrze sobie bycie
nie kończy się

3

kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszenie się
zawsze do wyrwania zielony

4

takie leżenie-myślenie jak ja lubię
to jest niedobre z natury
bo niech ja w naturze
tak sobie leżę-myślę
to zaraz napadnie mnie coś i zje

5

leżąc w łóżku chcę być dobrym
przez sen rośnie dużo dobroci
leżenie dobroć wygrzewa
ale wstanie ją zawiewa

 

MIRONCZARNIA

męczy się człowiek Miron męczy
znów jest zeń słów niepotraf
niepewny cozrobień
yeń

O SOBIE ROSNĄCO

oklapłem
z swoich natchnień
bo
zdaje się
jak na nich rosłem
to ktoś wziął za klamkę
mnie zawiało

nikt o tym jeszcze nie wie
dopiero
jak mnie rozkroją
to będzie skandal

NIE WYCHYLAĆ SIĘ, NIE WYCHYLAĆ

nie cochwilać
mieć głowę
w dalszym ciągu
daleko od wierzchu
a ręce przy sobie-wieszczu

DOMYŚLAM SIĘ, domyślam

i co?
– i nie do

bo
się za mało zna
i się
i myślenie

bo nigdy się nie do

kiedy które mądre


zamówienia
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 022 632 22 15
e-mail: handlowy@piw.pl