Seria: BIBLIOTEKA MYŚLI WSPÓŁCZESNEJ

Guy Debord
SPOŁECZEŃSTWO SPEKTAKLU
oraz
ROZWAŻANIA O SPOŁECZEŃSTWIE SPEKTAKLU

(Société de la spectacle Commentaires zur
La société du spectacle
)
Przełożył z francuskiego, wstępem i przypisami opatrzył
Mateusz Kwaterko
wydanie I
oprawa miękka
cena katalogowa 39,00 zł / po rabacie 29,25 zł
ISBN 83-06-03021-4

Książka Guy Deborda, jednego z założycieli Międzynarodówki Sytuacjonistycznej, ukazała się w 1967 roku, zapowiadając rewoltę, która wstrząsnęła Francją w maju 1968 roku, a następnie ogarnęła inne kraje. Oficjalna krytyka usiłowała tę książkę przemilczeć, ale cytaty zaczerpnięte ze Społeczeństwa spektaklu pojawiły się na tysiącach plakatów i graffiti, jak również w niezliczonych ulotkach i broszurach, zakłócających spokój publiczny. Rewolucjoniści uznali książkę Deborda za najważniejsze dzieło radykalnej krytyki społecznej od czasu Kapitału Karola Marksa. Autor analizuje nowoczesne formy alienacji, urzeczowienia i władzy, tropiąc je w polityce i kulturze, w wolnorynkowym kapitalizmie i w socjalistycznej biurokracji, w dominującej organizacji przestrzeni i w narzucanych formach odczuwania czasu. Debord na wiele lat przed narodzinami ruchu alterglobalistycznego ukazał za pomocą pojęcia „spektaklu” represyjną jedność współczesnego świata i przeprowadził jego całościową, bezwzględną krytykę.
W 1988 roku Debord podjął się opisu późniejszej ewolucji spektakularnego społeczeństwa. Przenikliwych i mistrzowsko napisanych Rozważań o społeczeństwie spektaklu zlekceważyć nie sposób: od dwudziestu lat bez mała nikt nie umyka jej złowieszczym konkluzjom.

Guy Debord (1931-1994) – autor kilkunastu książek i setek artykułów, a także twórca sześciu wywrotowych filmów określał się najchętniej mianem stratega. W 1957 roku założył Międzynarodówkę Sytuacjonistyczną, organizację skupiającą awangardowych twórców, którzy wspólnie formułowali radykalną i nowoczesną krytykę społeczną wymierzoną zarówno w wolnorynkowy kapitalizm jak i w biurokratyczny socjalizm.


fragment

II

     W 1967 roku w książce Społeczeństwo spektaklu opisałem już istotę nowoczesnego spektaklu: autokratyczne władztwo gospodarki towarowej – której suwerenności nic już nie krępuje oraz ogół nowych technik rządzenia towarzyszących temu władztwu. Ponieważ zamęt z 1968 roku, który przeciągnął się w wielu krajach na lata kolejne, nie obalił nigdzie istniejącej organizacji społecznej, spektakl wyłaniający się z niej jak gdyby spontanicznie, umacniał się wszędzie w dalszym ciągu, to znaczy rozszerzał się we wszystkich kierunkach ku skrajom, a jednocześnie zwiększał swoją spoistość w centrum. Spektakl przyswoił sobie nawet kilka nowych technik defensywnych, jak to się zazwyczaj dzieje z potęgami, które czują się zagrożone. Kiedy zapoczątkowałem krytykę spektakularnego społeczeństwa, zwrócono przede wszystkim uwagę – co, zważywszy ówczesne okoliczności, było w pełni zrozumiałe – na jej rewolucyjną treść i uznano to, oczywiście, za najgorszy z jej składników. Jeśli chodzi o samo zjawisko, zarzucano mi czasem, że jest ono wyłącznie płodem mojej fantazji, zawsze zaś, że oszacowując głębię oraz jednolitość spektaklu i jego rzeczywistych działań, popadłem w rażącą przesadę. Muszę przyznać, iż ci wszyscy, którzy opublikowali później książki poświęcone temu samemu zagadnieniu, wykazali dobitnie, że można je ująć o wiele zwięźlej. Zastępowali bowiem całość oraz jej ruch jednym statycznym szczegółem uchwyconym na powierzchni zjawisk; każdy z tych autorów dowodził swej oryginalności, przedstawiając jakiś odmienny, a tym samym mniej niepokojący szczegół. Nikt nie chciał kalać naukowej skromności swych osobistych interpretacji karkołomnymi sądami historycznymi.
     Społeczeństwo spektaklu nie przerwało jednak swojego marszu. Posuwa się szybko, w 1967 roku miało za sobą nie więcej niż czterdzieści lat; aczkolwiek w pełni wykorzystanych. Jego dalsze postępy, których nikt nie miał już chęci analizować, potwierdziły za pomocą niezwykłych wyczynów, że prawdziwą naturę tego społeczeństwa ująłem trafnie. Ustalenie to ma wartość nie tylko akademicką; rozpoznanie istoty i elementów składowych spektaklu, a więc aktywnej siły, musi bowiem poprzedzić badania nad kierunkami, w jakich siła ta – będąc tym, czym jest – mogła się przemieścić. Te zagadnienia są niezwykle istotne: dotyczą bowiem warunków, w jakich rozegra się nieuchronnie dalsza część konfliktu społecznego. Spektakl jest dziś bez wątpienia potężniejszy niż dawniej, ale jak wykorzystuje tę dodatkową potęgę? Jakie nowe obszary opanował? Słowem, którędy przebiegają w chwili obecnej jego linie operacyjne? Szeroko rozpowszechnione jest dziś poczucie, że mamy do czynienia z błyskawiczną inwazją zmuszającą ludzi do porzucenia dawnego sposobu życia; poczucie to jest jednak nader mgliste, a ponadto samo zjawisko uchodzi za coś w rodzaju niewytłumaczalnego zaburzenia klimatu lub innej naturalnej równowagi, a więc za zmianę, która obnaża kruchość wiedzy ludzkiej i skazuje ignorantów na bezradne milczenie. Wielu uważa wręcz, że jest to inwazja niosąca postęp, a w każdym razie nieuchronna i z którą może nawet warto paktować. Ci wolą nie wiedzieć, czemu służy ów podbój i jakimi drogami kroczy.
     Przytoczę kilka praktycznych konsekwencji, dotychczas słabo rozpoznanych, szybkiego rozwoju spektaklu w ciągu dwóch ostatnich dekad. Nie zamierzam się wdawać w polemiki na temat żadnego aspektu tej sprawy, takie polemiki stały się nazbyt łatwe i jałowe; nie zamierzam też nikogo przekonywać. Niniejsze uwagi nie dbają o moralizowanie. Nie poszukują tego, co korzystne albo chociaż lepsze. Ograniczają się do opisu tego, co jest.

III

     Obecnie, gdy nikt rozsądny nie może już podważać istnienia spektaklu ani zaprzeczać jego potędze, można jednakowoż wątpić, czy rzeczą rozsądną jest dodawać cokolwiek do zagadnienia, o którym doświadczenie wypowiedziało się w sposób tak dobitny. Dziennik „Le Monde” z dziewiętnastego września 1987 roku doskonale zilustrował porzekadło „o faktach się nie dyskutuje” – fundamentalne prawo tych spektakularnych czasów, które, w tej przynajmniej dziedzinie, nie pozostawiły żadnych państw w zacofaniu: „To, że współczesne społeczeństwo jest społeczeństwem spektaklu – to rzecz wiadoma. Niebawem uwagę będą przyciągać ci, którzy nie chcą zwracać niczyjej uwagi. Trudno zliczyć książki opisujące owo zjawisko, charakteryzujące państwa uprzemysłowione, ale nie oszczędzające nawet krajów zacofanych. Warto jednak odnotować zabawny paradoks – autorzy analizujący to zjawisko, po to zazwyczaj, aby nad nim ubolewać, sami muszą się ugiąć przed spektaklem, jeśli pragną zdobyć posłuch”. Trzeba przyznać, że ta spektakularna krytyka spektaklu, niewczesna, a ponadto pragnąca „zdobyć posłuch” na tym właśnie polu, musi się ograniczyć do pustych ogólników lub obłudnych lamentów; równie próżne wydaje się owo pozbawione złudzeń rezonerstwo, mizdrzące się na łamach gazety.
     Jałową dyskusję o spektaklu – to znaczy poczynaniach właścicieli świata – organizuje więc sam spektakl: kładzie się nacisk na wspaniałe środki, jakimi spektakl dysponuje, ażeby nie zająknąć się słowem o ich wspaniałym zastosowaniu. Za miast mówić o spektaklu, wiele osób posługuje się pojęciem „medialność” (mediatiąue). Sugeruje ono, że chodzi o zwykłe narzędzie, coś w rodzaju publicznej usługi, zarządzającej z bezstronnym „profesjonalizmem”, za pośrednictwem środków masowego przekazu, nowym bogactwem powszechnej komunikacji, która osiągnęła wreszcie czystą jednostronność, jako że prezentuje uprzednio podjęte decyzje, łaskawie zezwalające, aby je podziwiano. Przedmiotem komunikacji są rozkazy, a panująca harmonia sprawia, że komentują je ci sami, którzy je wydali.
     Władza spektaklu, która ze swej istoty jest tak jednolita, siłą rzeczy centralistyczna i doskonale despotyczna w swoim duchu, wyraża dość często oburzenie, widząc, jak pod jej rządami konstytuuje się polityka-spektakl, sprawiedliwość-spektakl, medycyna-spektakl i niezliczona rzesza innych, równie zaskakujących, „medialnych wypaczeń”. Spektakl byłby więc jedynie ekscesem środków masowego przekazu, które choć niewątpliwie dobre z natury, jako że służą komunikacji, popadają czasem w skrajność. Władcy społeczeństwa oznajmiają nierzadko, że ich medialni pracownicy źle im służą; jeszcze częściej zarzucają ciżbie widzów jej skłonność do oddawania się bez opamiętania, niemal bydlęco, medialnym rozkoszom. W ten sposób skrywają za potencjalnym bezlikiem rzekomych różnic medialnych to, co stanowi rezultat spektakularnej konwergencji, do której dąży się świadomie i z niezwykłym uporem. Podobnie jak logika towarowa góruje nad poszczególnymi, konkurencyjnymi ambicjami wszystkich handlowców albo jak logika wojny kieruje zawsze ciągłymi zmianami w uzbrojeniu, podobnie też surowa logika spektaklu rządzi powszechnie bujnym rozkwitem medialnych ekstrawagancji.
     Najistotniejsza zmiana, jaka zaszła w ciągu ostatnich dwudziestu lat, wiąże się z nieprzerwaną ciągłością spektaklu. Nie polega ona na udoskonaleniu medialnego oprzyrządowania spektaklu, które już wcześniej osiągnęło wysoki szczebel rozwoju. Z gruntu nowe warunki, w jakich przyszło żyć niemal wszystkim przedstawicielom tego pokolenia, współtworzą doskonałe i wyczerpujące streszczenie tego wszystkiego, co spektakl obecnie uniemożliwia; jak również tego, na co zezwala.

(...)

SPIS RZECZY

Guy Debord – teoretyk przeklęty (Mateusz Kwaterko)

SPOŁECZEŃSTWO SPEKTAKLU (1967)

Rozdział I
Kulminacja oddzielenia

Rozdział II
Towar jako spektakl

Rozdział III
Jedność i podział w obrębie pozoru

Rozdział IV
Proletariat jako podmiot i jako przedstawienie

Rozdział V
Czas i historia

Rozdział VI
Czas spektakularny

Rozdział VII
Zagospodarowanie terytorium

Rozdział VIII
Negacja i konsumpcja w kulturze

Rozdział IX
Zmaterializowana ideologia

ROZWAŻANIA O SPOŁECZEŃSTWIE SPEKTAKLU (1988)

Od tłumacza


zamówienia
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 022 632 22 15
e-mail: handlowy@piw.pl